O tym, jak mogło mnie tu nie być – czyli trauma i jak sobie z nią radzić

Poniższe nagranie opowiada nie tylko o moim wypadku, ale przede wszystkim o tym, jak ważne jest wsłuchiwanie się w swoje ciało i pozwolenie wszelkim doznaniom z ciała być takimi, jakie potrzebują być.

Opowiada o tym, jak ważne jest, by nie powstrzymywać płaczu, nie tłumić emocji, lecz pozwolić im się z nas wydobyć, żeby traumatyczne wydarzenie nie odcisnęło na nas piętna i nie doprowadziło do chorób ciała i duszy.

Jeśli wolisz czytać niż oglądać czy słuchać, poniżej znajdziesz całą transkrypcję z tego nagrania.

O moim wypadku

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o moim wypadku, o którym wie niewiele osób, a który przytrafił mi się w październiku 2021 roku. I chcę o nim opowiedzieć z ważnego powodu, a mianowicie po to, żeby podkreślić, jak ważne jest nauczyć się traktować swoje ciało we właściwy sposób i z należytym szacunkiem, zwłaszcza, kiedy przeszło przez trudny czas.

Otóż historia zaczyna się tak, że byliśmy z mężem na wakacjach w Egipcie i jakiś przewodnik powiedział nam, że jak pojedziemy na taką wycieczkę z kładami, to poznamy całą historię Beduinów, ich kulturę, że ci Beduini opowiedzą nam o tym, jak żyją, jak przygotowują jedzenie itd. I o ile kłady niespecjalnie mnie interesowały, to poznanie tej beduińskiej kultury było zachęcające.

No więc pojechaliśmy na tę wycieczkę.

trauma

Na miejscu okazało się, że żadnych prawdziwych Beduinów tam nie było. No ale trudno. Natomiast kiedy wsiadłam na kłada, dostałam za duży kask, który ciągle spadał mi z głowy, więc powiedziałam człowiekowi, który się nami opiekował, że ten kask jest na mnie za duży i nie go nie chcę. I kiedy słońce już zaszło, zrobiło się ciemno, wracaliśmy z powrotem do hotelu.

Ale musieliśmy mieć okulary przeciwsłoneczne i chusty, żeby piasek nie sypał nam w oczy i inne „otwory twarzowe”. Jechaliśmy bardzo szybko i wtedy ja zjechałam trochę z trasy, żeby ominąć koleiny. I nagle przede mną z tej mgły i podniesionego piasku wyłania się ogromny kamień, a ja wiem, że nie mam już absolutnie szansy na żaden manewr.

I pamiętam, że ostatnia moja myśl przed uderzeniem to było: „Zepsuje tego kłada”. Potem pamiętam już tylko, jak uderzyłam o kamień przednim lewym kołem, więc kład podskoczył, a wtedy uderzyłam twarzą w kierownicę i poczułam, jak moja warga rozchodzi się na tej kierownicy i na moich zębach. Po czym wypadłam z kłada, uderzyłam czołem w ziemię, rozcinając łuk brwiowy, potem zrobiłam obrót, uderzyłam potylicą i plecami.

Leżałam tak w bezruchu przez kilka sekund, zastanawiając się, czy żyję, czy nie mam wstrząsu mózgu albo czy czegoś nie złamałam. Wtedy dobiegł do mnie mój mąż, przewodnik i reszta uczestników. Zaczęli mnie zbierać z tej ziemi, a ja czułam, jak całe moje ciało drżało z tego silnego pobudzenia i szoku.

Pamiętam, że było mi głupio, że narobiłam wokół siebie szumu. Zaczęłam zapewniać wszystkich, że nic mi nie jest, że wszystko jest dobrze, nawet pamiętam, jak stawałam na jednej nodze i robiłam jaskółkę, żeby pokazać, że wszystko jest ok.

Upierałam się, że chce wracać tym samym kładem do hotelu, który był dosłownie 3 minuty drogi od nas, ale na szczęście chłopaki wybili mi to z głowi i przekonali mnie, żebym usiadła jednak na kład męża i z nim wróciła do hotelu.

Potem zawieziono mnie do lekarza, który założył mi szwy na brwi i wardze.

trauma

Bolała mnie twarz, głowa, kark, zęby, całe plecy. Miałam trudności z jedzeniem. Miałam bolesny obrzęk oka, nie mogłam nurkować.

trauma

Ale na szczęście wyszłam z tego. Jeden przewodnik powiedział mi po wszystkim, że miałam ogromne szczęście, bo on znał człowieka, który też uderzył kładem w kamień, tylko, że jak spadał z kłada, to uderzył głową o inny kamień i zmarł na miejscu.

No więc cieszę się, że tu jestem. Cieszę się, że żyję, że jestem cała, bo to wszystko mogło skończyć się znacznie gorzej. Jak sobie tylko pomyślę, ile rzeczy mogło pójść nie tak. Mogłam się połamać, mogłam już nie żyć, a skończyło się na paru bliznach, których nawet już nie widać, więc jestem bardzo wdzięczna, że jestem tu.

Traumę w człowieku może wywołać wszystko

Ale tak naprawdę dzielę się z Tobą moją historią, żeby uświadomić Ci coś bardzo ważnego. Ten wypadek był traumą przez tzw. duże „T”, ponieważ tutaj naprawdę moje życie, a przynajmniej zdrowie było realnie zagrożone.

I o ile nie każdy z nas ma do czynienia z wypadkami, jakimiś katastrofami, to każdy z nas doświadcza w swoim życiu traum przez tzw. małe „t”, choć wcale nie uważam, że tak powinniśmy to nazywać, bo w moim odczuciu to jest bagatelizowanie ludzkich doświadczeń.

Traumatyczne dla człowieka może być dosłownie wszystko. Traumę w dziecku może wywołać brak poczucia bezpieczeństwa w domu, gdzie rodzice byli nieobecni emocjonalnie, albo nienawidzili się, albo byli uzależnieni, źle traktowali dziecko. Traumą może być pozostawienie w szpitalu, zabiegi medyczne i bycie pod narkozą, operacje. Traumę może wywołać w nas nawet pozostawienie w przedszkolu czy trudne doświadczenia w szkole. Czyjaś śmierć, zwolnienie z pracy, zakończony związek.

I teraz, jeśli ktoś się nami właściwie po trudnym doświadczeniu zaopiekuje, pocieszy nas, kiedy będziemy w stanie te wszystkie emocje, które się w związku z tym w nas narodziły, wyrazić, kiedy otrzymamy np. pomoc psychologa, specjalisty, gdzie mogliśmy tę energię traumy uwolnić z systemu, to ten system w końcu powróci do równowagi i wszystko będzie w porządku.

Wyobraź sobie takie 4-letnie dziecko, które po raz pierwszy spada z rowerka na chodnik. Nic się wielkiego nie stało, obtarło się delikatnie kolanko, ale dla dziecka to jest szok. Ono czuje ból, nie wie, co się stało, nie wie, czy wszystko jest z nim w porządku, bo to dla niego całkowicie nowa sytuacja. Więc być może zaczyna głośno płakać i szuka swojego opiekuna.

I jeśli ten opiekun będzie dla tego dziecka, czyli uszanuje to, że dziecko czuje ból, jest w szoku i potrzebuje to wszystko z siebie wypłakać, albo jeśli dziecko wyciągnie rączki i ten opiekun go przytuli, pogłaszcze, uspokoi, podmucha kolanko, to jest duże prawdopodobieństwo, że w dziecku nie pozostanie żaden ślad po tym wydarzeniu. To pobudzenie i ten stres naturalnie opadną i dziecko znowu powróci do równowagi i może nawet z powrotem wsiądzie na rowerek. Nie będzie się bało.

Ale jeśli nikt nie pomoże temu dziecku tą traumą się zaopiekować – powiedzmy, że rodzic tak się przestraszy, że od razu podniesie to dziecko z chodnika, zanim ono zdąży się w ogóle zorientować, co się stało i zacznie prosić to dziecko, żeby przestało płakać, że nic się nie stało, że wszystko jest dobrze.

Tak naprawdę ten rodzic czuje przerażenie, albo czuje się wręcz winny, że nie upilnował dziecka, więc potrzebuje uspokajać siebie, że nic się nie stało. Ale dla dziecka coś się stało. Ono czuje ból i jest w szoku, więc w tej sytuacji mówienie, że nic się nie stało i nie ma o czym mówić, nie jest dobrą praktyką, bo mówi się wtedy dziecku, że nie powinno czuć tego, co czuje. Wtedy dziecko musi w sobie te emocje nie tylko zamknąć, ale i przestaje ufać temu, co czuje.

Albo wręcz możemy mieć jeszcze gorszy scenariusz, że rodzic zacznie na dziecko krzyczeć i zawstydzać je słowami: „A co ty wyprawiasz, patrz, jak jeździsz, zawału przez Ciebie dostanę, natychmiast przestań ryczeć”. To oznacza, że rodzic nie potrafi radzić sobie ze swoimi emocjami, więc tym bardziej nie potrafi regulować emocji dziecka. Nie umie ich znieść, tolerować.

Wtedy takie dziecko musi zmusić się do tego, żeby przestać czuć, a już na pewno przestać wyrażać to, co czuje, przestać płakać, przestać się smucić. Musi zamknąć w sobie ten szok, przełknąć ten ból, żeby nie stracić więzi z rodzicem, od którego zależy jego przetrwanie, a który wymaga, żeby dziecko przestało płakać dla komfortu tego rodzica. I za dzień, dwa siniaczek zniknie, dziecko zapomni może nawet o tym wydarzeniu, ale jego ciało nie zapomni.

Ciało nie zapomina o nierozwiązanej traumie

Ta energia traumy, to pobudzenie, ten szok, który w czasie tego stresującego wydarzenia się w ciele pojawił, nie miał możliwości w pełni z tego ciała ujść, bo z jakiegoś powodu został zduszony.

Wtedy dosłownie takie doznania, takie pobudzenie, które nie znalazło ujścia z systemu, zatrzaskuje się w ciele i rozregulowuje nasz organizm, zwłaszcza nasz układ nerwowy, który pod wpływem tego wydarzenia wychodzi z równowagi. A że ta energia, ta aktywacja wciąż jest zamknięta w systemie, układ nerwowy nie potrafi sobie z nią poradzić i nie potrafi do równowagi i do tego wewnętrznego spokoju powrócić.

I problem w tym, że my robimy sobie to cały czas! Kiedy ktoś od nas odejdzie, czy zostawi, zerwie związek, czy umrze, to my od razu chcemy przestać czuć ten smutek, tę żałobę. Kiedy zostaniemy zwolnieni z pracy, stracimy jakąś szansę, może dużą ilość pieniędzy, czujemy, że powinniśmy po tym szybko ruszyć z miejsca, zamiast „użalać się nas sobą”.

Że powinniśmy być silni i szybko się pozbierać, tak jak ten rodzic szybko i nagle zbiera to dziecko z chodnika, zamiast pozwolić tej traumie, tym emocjom pobyć w nas na chwilę, zaakceptować, że to normalne, że w odpowiedzi na stresujące wydarzenie, na utratę kogoś lub czegoś te emocje tam są i pozwolić sobie płakać, pozwolić sobie na smutek, na czucie tego bólu po stracie, pozwolić sobie na ten gorszy dzień, tydzień, miesiąc, może nawet rok?

Wtedy te emocje, te trudne doznania w odpowiednim czasie z nas wypłyną.

Ja też po tym wypadku nie pozwoliłam tym emocjom, temu strachowi, bólowi być. Po pierwsze nie miałam czasu na to, żeby sobie poleżeć na tym piasku i dojść do siebie, wrócić do ciała, bo za szybko zaczęto mnie z niego zbierać, żeby oczywiście zobaczyć, czy nic mi nie jest, więc to zrozumiałe. Ale czułam, że za szybko wstałam, że potrzebowałam jeszcze chwili, żeby sobie tam poleżeć, zorientować się, co się właśnie stało i poczuć w ciele, że nic strasznego się nie stało, że mimo wszystko jest dobrze.

Po drugie, jak już powiedziałam, było mi wstyd i głupio, że przestraszyłam innych i może zepsułam im wycieczkę, no więc odcięłam się od tego rozdygotania i bólu, który czułam w ciele, a zaczęłam udawać i przekonywać innych, że wszystko jest ze mną w porządku, chociaż nie było.

By trauma nie zaistniała, potrzebne jest pozwolenie sobie na pełne przeżycie traumatycznego doświadczenia

I to nie jest najlepsze, co można wtedy zrobić. Najlepsze, co można dla siebie wtedy zrobić, to czuć wszystko, co się czuje, wyrazić swój ból, wypłakać go, pochylić się nad nim choćby na chwilkę. Czasem oczywiście nie mamy warunków, żeby zrobić to od razu, więc wtedy trzeba dać sobie na to przestrzeń, kiedy będziemy już w bezpiecznym miejscu, kiedy np. wrócimy do domu, bo na szczęście traumę można uzdrowić godziny, dni, a nawet miesiące i lata później.

Ja faktycznie dopiero kiedy wróciłam do pokoju hotelowego i położyłam się do łóżka, mogłam na spokojnie przetrawić, co się stało i właściwie przeżyć to urwane wydarzenie, domknąć je w sobie.

Najpierw zaczęły przychodzić do mnie flashbacki, czyli te sceny tuż przed uderzeniem w kamień i zaczynałam czuć ponownie ogromny strach przed tym uderzeniem. Strach, który nie znalazł ujścia wtedy i na którego czucie sobie nie pozwoliłam. Więc to wszystko zaczęło się we mnie kotłować, a ja zaczęłam płakać z tego natłoku emocji.

Potem zaczęłam znowu płakać, ale tym razem zadawałam sobie pytanie: „Czemu ja, czemu akurat mnie to spotkało, przecież jestem dobrym człowiekiem, czemu na wakacjach, byliśmy już tak blisko, tylko 3 minuty od hotelu, czemu, czemu, czemu?” i wiem, że to jest wchodzenie w rolę ofiary, ale w tamtym momencie czułam, że to nie jest sprawiedliwe i pozwoliłam sobie to wypłakać bez oceniania siebie. Po prostu.

Potem przyszedł żal do siebie, że nie zauważyłam tego kamienia, że niepotrzebnie się wychyliłam, że byłam nieuważna, że zdjęłam niepotrzebnie ten kask.

Ten żal też musiałam wypłakać. A potem musiałam sobie łagodnie wytłumaczyć, że już nic nie może być zrobione i że to nie jest ani moja wina, ani niczyja wina. Obwinianie siebie, innych, czy Życia nic tu nie zmieni. Co się stało to się stało, być może Życie miało powód, żeby mnie w ten sposób doświadczyć. Ja mogę tylko wyciągnąć z tego zdarzenia lekcję na przyszłość, bo jak pięknie ujął to Henry Ford: „Jedyny prawdziwy błąd to taki, z którego niczego się nie nauczyliśmy”.

Metoda EMDR (Eye Movement Desentisization and Reprocessing)

trauma

To, co jeszcze tego dnia zrobiłam i robiłam w kolejne dni, żeby przepracować strach zamknięty w ciele, to namiastka terapii EMDR (z ang. Eye Movement Desentisization and Reprocessing). Po polsku nazywa się to przetwarzaniem i odwrażliwianiem za pomocą ruchu gałek ocznych, które wykorzystuje się do pracy z traumą i zaburzeniami lękowymi.

Metodę tę opracowała dr Shapiro i po krótce jej sednem jest to, że przez kila – kilkanaście sekund wykonuje się szybkie ruchy oczu na boki i te ruchy są bardzo podobne do tych zachodzących naturalnie podczas snu. Można o tej metodzie więcej poczytać w Internecie, natomiast ja krótko chcę powiedzieć, że ta metoda, jak udowodniły badania, ma moc zmniejszania intensywności silnych myśli, doznań, emocji i pomaga zdrowo zdystansować się od bolesnej przeszłości, bolesnych wspomnień.

Mechanizm tej metody wciąż nie jest dokładnie znany, ale teoria jest taka, że poprzez szybki ruch gałek ocznych następuje jakby przeniesienie tego traumatycznego wspomnienia z ciał migdałowatych, które są częścią naszego ośrodka stresu w mózgu, do kory przedczołowej, gdzie to trudne doświadczenie może być przeprocesowane i gdzie zostaje umiejscowione w kontekście czasowym, w czasie przeszłym, dzięki czemu nie mamy wrażenia, jakby to wydarzenie wciąż się działo.

Bo kiedy traumatyczne wydarzenie ma miejsce, wtedy nasza racjonalna część mózgu się wyłącza, a stery przejmuje ten gadzi mózg, ta najstarsza część mózgu i nasze instynkty. Ciała migdałowate odpowiadają za wykrywanie zagrożenia, generowanie silnych emocji i alarmowanie całego ciała. To te struktury uruchamiają współczulny układ nerwowy, który wprowadza ciało w stan mobilizacji i stresu.

I jeśli do przeprocesowania traumy nie zaangażujemy naszej kory nowej, czyli tej bardziej zaawansowanej części mózgu, to to pobudzenie zostanie w ciałach migdałowatych, w ośrodku stresu, a my wciąż z niezrozumiałych dla nas powodów, będziemy nadaktywni, pobudzeni, zestresowani, lękliwi, mimo, że zagrożenie już minęło.

To właśnie dzieje się na skutek nie w pełni przeżytego doświadczenia. Kiedy tylko pojawia się w naszej głowie trudne wspomnienie, od razu wpadamy w stres, jakby działo się to teraz, nasz ośrodek stresu pobudza się nadmiernie, nie rozumiejąc, że to zdarzenie jest już przeszłością.

Ja, dzięki przywołaniu tego doświadczenia, dzięki pozwoleniu sobie na odczuwanie tego stresu i strachu i szybkiemu ruchowi gałek ocznych na boki byłam w stanie złagodzić intensywność tego przeżycia do tego stopnia, że dzisiaj, kiedy przypominam sobie to doświadczenie, jest ono raczej jak obraz, jak film, który oglądam bez większych emocji.

I to jest niesamowite, ponieważ to jest kolejny dowód na to, że każdy z nas jest swoim najlepszym uzdrowicielem i że zostaliśmy wyposażeni we wszystko, co potrzebne, żeby siebie uzdrawiać.

Ale oczywiście nie polecam stosować tej metody samodzielnie przy bardzo intensywnych doświadczeniach, których samo wspomnienie wywołuje napady paniki, ataki lęku. Warto wtedy zgłosić się do psychoterapeuty, który ma kwalifikacje do pracy tą metodą. Natomiast mnie to ruszanie oczami bardzo pomogło. Przyniosło realną ulgę.

Więc jeśli zauważysz w sobie trudne emocje związane z jakimś wydarzeniem i jest w Tobie ta gotowość, żeby to doświadczenie do siebie przywołać bez gwałtownego wyjścia z równowagi, możesz z otwartymi czy zamkniętymi oczami poruszać gałkami, mając wciąż to wydarzenie w głowie i zobaczyć, czy po chwili te intensywne emocje związane z tym wydarzeniem nie łagodnieją. U mnie tak właśnie się stało, dlatego prostota tej metody nie przestaje mnie zadziwiać.

Pozwól ciału czuć to, co potrzebuje czuć

Na koniec chcę jednak podkreślić, jak kluczowe jest uhonorowanie tego, co czuje ciało i pozwolenie, żeby wszelkie emocje i doznania z ciała swobodnie przez nas przepływały.

Więc jeśli następnym razem doświadczysz bólu fizycznego i niekoniecznie poważnego wypadku, ale choćby najmniejszego urazu, jak przypadkowe uderzenie czy kopnięcie nogą o łóżko, które zna chyba niemal każdy z nas, to zechciej się zatrzymać na chwilę, usiąść, chwycić za tę bolącą nogę, jeśli potrzebujesz. Może potrzebujesz powiedzieć „auć, to naprawdę bolało”. Może potrzebujesz sobie przekląć pod nosem. Zrób to, co jest Ci potrzebne. Pogłaszcz to bolące miejsce, bo to zazwyczaj koi ból.

I dopiero, kiedy się uspokoisz i stres opadnie, to wtedy wstań i wróć do codziennych zadań.

Tak samo możesz postąpić, kiedy doświadczasz cierpienia psychicznego i emocjonalnego, jak to związane z odtrąceniem, kłótnią czy utrata kogoś bliskiego lub czegoś bliskiego, czy nawet utratą szansy. Zechciej pozwolić sobie na ten ból, zaakceptować to, co czujesz w związku z tym, zamiast to oceniać czy uciekać od tego i nie chcieć tego czuć. Jeśli będziemy swoje odczucia odtrącać, to one zostaną w nas zatrzaśnięte i wrócą, jak bumerang. Będą znowu próbowały wyjść na powierzchnię, bo tego chcą. Tylko że zaczną wychodzić w znacznie gorszej formie, w formie uciążliwych symptomów, bólu, czy nawet chorób.

Uczucia są językiem naszego ciała, którego nie tylko powinniśmy się nauczyć, ale który powinniśmy szanować. Szanujmy to, że w sytuacji stresu nasze pobudzenie, nasza aktywacja rośnie, że czujemy wtedy dyskomfort i przeróżne emocje, bo to naturalne. I pozwólmy temu wszystkiemu być, żeby to pobudzenie układu nerwowego mogło osiągnąć swój szczyt, a potem naturalnie opaść.

trauma

Pozwólmy sobie czuć, co czujemy tak długo, jak potrzebujemy i pozwólmy sobie też płakać, kiedy potrzebujemy, bo płacz również pomaga nam procesować nasze traumy i trudne emocje.

Dlatego podsumowując to, co dzisiaj powiedziałam, słuchaj języka swojego ciała, czuj, co czujesz, spróbuj nie uciekać od swoich uczuć i doznań z ciała. Spróbuj nie zagłuszać ich jedzeniem, alkoholem, Internetem, ludźmi czy innymi uzależnieniami. Nie wmawiaj sobie, że to nic, kiedy czujesz ból, nie udawaj, że nic się nie stało, powiedz komuś o tym.

Ale przede wszystkim nie zmuszaj siebie do parcia na przód, bycia silnym, kiedy potrzebujesz na chwilkę odpocząć i pozwolić sobie na słabość. Przestań stać nad sobą z batem. Wsłuchaj się w siebie, wsłuchaj się w swoje ciało, bo ono nie tylko nosi w sobie zapis wszystkich trudnych doświadczeń i traum, ale również ma w sobie ogromną, ogromną mądrość.

Uszanowanie tej mądrości, wsłuchiwanie się w swoje ciało pomogło i wciąż pomaga mi powracać do równowagi po trudnych zdarzeniach, które są częścią życia, dlatego potrzebujemy naprawdę na nowo nauczyć się języka naszego ciała, zrozumieć, co nasze ciało do nas mówi i szanować to, co ono potrzebuje w danym momencie czuć.

Mam nadzieję, że to wideo było dla Ciebie wartościowe i że od teraz będziesz inaczej patrzeć na ból, napięcie, czy przeróżne emocje i doznania odczuwane w ciele. Bo to wszystko, choć czasem nie jest komfortowe, jest nam potrzebne. Ból jest nam potrzebny, żebyśmy wiedzieli, kiedy odsunąć rękę od wrzątku, kiedy odejść od kogoś, kto nas krzywdzi, kiedy zmienić kierunek, żeby nasze życie mogło powrócić na właściwe tory i do równowagi.

Dlatego szanuj swoje ciało i szanuj jego doznania, bo Twoje ciało to jedyne miejsce, w którym będziesz mieszkać już zawsze. To jest Twój dom, do którego zawsze możesz powrócić i poczuć się tam bezpiecznie.

Dziękuję Ci za dzisiaj, za Twój czas i do zobaczenia następnym razem!

5/5 (9)

Oceń artykuł

Zostaw komentarz