Egipt – Marsa Alam – największe marzenie spełnione

rafa koralowa Egipt Marsa Alam

Pomimo fascynacji cywilizacją starożytnego Egiptu, ten kraj kiedyś kojarzył mi się z tanimi wakacjami na „olinkluzmi”, klątwą faraona, a ostatnimi czasy z niebezpieczeństwem i zamachami terrorystycznymi. Moja chęć odwiedzenia tego miejsca była zerowa.

Całe szczęście w zeszłym roku usłyszałam o tym, że Egipt posiada jedne z najpiękniejszych raf i że można popływać tam z delfinami. To wszystko prawda!

Cieszę się, że pokonałam swoje uprzedzenia, bo dzięki temu doświadczyłam piękna podwodnego życia i egipskiego krajobrazu, cudownej pogody, codziennych wschodów i zachodów słońca, kultury starożytnej oraz przyjazności tamtejszych ludzi.

Przede wszystkim jednak spełniłam w Egipcie jedno z największych marzeń mojego życia.

Egipt – Sataya (dom delfinów)

Przed wyjazdem intensywnie wizualizowałam sobie spotkanie z delfinami. Nigdy dotychczas z nimi nie pływałam, a jedynie widziałam je z łodzi. Kiedy po raz ostatni przed wylotem wyobrażałam sobie, że przypływają do mnie, w głowie usłyszałam słowa: „It’s about time” („to już czas”). Wow. Nie byłam pewna, czy to moje czcze życzenia, czy głos intuicji, ale postanowiłam spodziewać się najlepszego.

Kiedy o 3:40 (rano!) wyruszyliśmy w drogę, spojrzałam na gwieździste niebo. Wprost nad moją głową zobaczyłam Plejady (gromadę gwiazd w gwiazdozbiorze Byka, która jest ze mną już od dziecka, bo często się w nią wpatrywałam – a jeśli ktoś interesuje się horoskopami, to jestem spod znaku Byka 😀 ). Uznałam to za dobry znak.

Spodziewałam się, że popłyniemy jakąś łajbą albo zwykłą łodzią, jak to bywało dotychczas. Dzień wcześniej widziałam jacht niedaleko hotelowego molo i myślałam sobie, że przepłynąć się kiedyś takim jachtem to byłoby coś… Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy nasz przewodnik kazał nam wsiąść do takiego jachtu!

egipt Sataya jacht

„Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem” – powiedział Wszechświat 🙂

Morze było niespokojne i większość z nas odczuwało skutki choroby morskiej. Sprawdzony sposób na złe samopoczucie na statku – od razu położyć się spać. Po kilku godzinach dotarliśmy na miejsce.

Są! Widzę, jak ich grzbiety wyłaniają się znad wody. Nie posiadam się z radości. Przesiadamy się do małej motorówki i płyniemy bliżej. Na znak przewodnika wskakujemy do wody.

egipt marsa alam delfiny satyaya

O Boże, widzę całe stada delfinów. Przepływają tak blisko mnie, że mogę ich dotknąć (ale jakimś cudem powstrzymuję się!), słyszę, jak się porozumiewają, patrzę im w oczy, widzę strukturę ich skóry. Popłynęłam za nimi tak daleko, że zgubiłam grupę i dostałam burę, ale to nie było ważne. To magiczne spotkanie, którego żadne słowa nie opiszą.

egipt marsa alam delfiny satyaya
egipt marsa alam delfiny satyaya
egipt marsa alam delfiny satyaya

Tak więc tego dnia spełniło się jedno z moim największych marzeń – pływałam z delfinami w ich naturalnym środowisku. Jeden z najpiękniejszych momentów w moim życiu. Czyli jednak… podczas medytacji słyszałam głos intuicji. Plejady zwiastowały dobry dzień… Znaki są wszędzie, choć nie zawsze potrafimy je dostrzec i odczytać.

Egipt – Luksor i Karnak

Jako, że do Gizy z Marsa Alam jest 9 godzin jazdy, nie porwaliśmy się na Piramidy i Sfinksa, choć bardzo chciałabym je kiedyś zobaczyć. Luksor miał być swego rodzaju pocieszeniem, ale po zwiedzeniu tego wyjątkowego miasta, nie określiłabym go jako takie.

Miasto pałaców zaskoczyło nas dobrze zachowanymi świątyniami, posągami i grobowcami. Zobaczyliśmy hieroglify, ściany zdobione pięknymi, często kolorowymi reliefami, poznaliśmy technikę tworzenia papirusu i poczuliśmy klimat tych starożytnych miejsc. Popłynęliśmy też Nilem!

Zwiedziliśmy piękną Świątynię boga Amona w Karnaku (wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO), zobaczyliśmy Kolosy Memnona, wykutą w skale Świątynię królowej Hatszepsut oraz Dolinę Królów, gdzie mogliśmy wejść do grobowców faraonów. Mam nadzieję, że zdjęcia chociaż trochę oddadzą klimat tych wyjątkowych miejsc, bo niestety (oprócz świątyni Amona-Re) nie uchwyciłam ich na filmach.

świątynia w Karnaku Egipt
świątynia w Karnaku Egipt
świątynia w Karnaku Egipt
świątynia w Karnaku Egipt
świątynia w Karnaku Egipt
świątynia w Karnaku Egipt
świątynia hatszepsut
świątynia hatszepsut
świątynia hatszepsut
kolosy Memnona
nil egipt

Jedna uwaga. My do Egiptu polecieliśmy głównie ze względu na rafę, więc zależało nam na tym, aby woda w morzu była ciepła. Niemniej wrzesień to nadal gorący miesiąc i jeśli chodzi o zwiedzanie, najlepiej wybrać się do Egiptu w zimie, bo wysokie temperatury dają się we znaki.

Egipt – grunt to się nie stresować

Zakwaterowanie

Zdradzę Wam coś w sekrecie. Dotychczas, za każdym razem, kiedy rezerwowaliśmy wakacje, stresowałam się o standard pokoju (no może oprócz tego wylotu na Malediwy). Chciałam, żeby był idealny, zadbany, najlepiej z widokiem na morze (nawet, jeśli za niego nie zapłaciłam 😀 ).

Nie jestem z tego dumna i przysięgam, że od jakiegoś czasu mocno nad tym pracuję. Najsilniejszy znak, że nie należy się stresować (bo przyciągnie się to, czego się nie chce), miałam w Dubaju. Modliłam się, żeby tylko nie dostać czerwonego pokoju – każdy inny, byle nie czerwony (wiem – typowy problem pierwszego świata!). Ale chyba nie muszę Wam mówić, jaki pokój dostaliśmy 😀

Kiedy totalnie się nie stresowałam pokojem, dostawałam widok na ocean (a zapłaciłam za ogród), albo widok na morze i jacuzzi (za które też nie zapłaciłam). Postanowiłam sobie mocno, że tym razem też nie będę się stresować. Przecież Wszechświat dokładnie wie, czego chcę.

Po dotarciu do hotelu, na recepcji dowiedzieliśmy się, że nasz pokój nie jest gotowy, więc rozsiedliśmy się w kawiarni, zamówiliśmy kawkę, zaczęliśmy się relaksować i planować nasz pobyt. Byłam wdzięczna i o nic się nie martwiłam. Kiedy poszliśmy odebrać klucz, zapytaliśmy na recepcji z uśmiechem, czy nie możliwy byłby jakiś upgrade pokoju. Recepcjonista uśmiechnął się tajemniczo i powiedział, że może pomóc.

Daliśmy mu napiwek i ze standardowego pokoju, dostaliśmy tzw. suite w domku z najlepszym widokiem na morze (z obydwu stron). Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że to nie był recepcjonista, a menedżer. Wszechświat naprawdę wie, co robi.

egipt marsa alam albatros sea world

Molo i delfiny

molo egipt marsa alam

Kiedy w opiniach o hotelu przeczytałam, że do molo raz na czas podpływają delfiny, oszalałam! Do tej pory musieliśmy płacić ekstra, a tu delfiny przypływają same? Marzenie. Ale… urlop się kończył, a tu ani pół delfina. Coś tam słyszeliśmy od innych gości, że przepływały na chwilę. Powiedziałam do siebie: „Tylko spokojnie, byłaś na Satayi, pływałaś z nimi w morzu. Jeśli przypłyną – super, a jeśli nie – to nie koniec świata”. Odpuściłam.

Dwa dni przed wyjazdem przeleciała koło mnie ważka. To u mnie znak, który zwiastuje manifestację marzeń 🙂 Myślę nieśmiało: „A może przypłyną? Hm, zobaczymy”. Bierzemy płetwy i idziemy na molo, żeby popływać z maskami na rafie. Jesteśmy 10 metrów od końca mola, a ratownik na molo gwiżdże w gwizdek i krzyczy „Delfiny!”.

Widzieliśmy tylko na krótko, jak wynurzają się z wody. To były butlonose (na Satayi były spinnery, mniejsze delfiny). Kiedy wskoczyliśmy do morza, one już odpłynęły. Było tak blisko… Co tu dużo mówić, byłam zawiedziona i zaraz stanie się jasne, dlaczego mnie to zgubiło. Po godzinie oczekiwania, zmarznięta i zrezygnowana wyszłam z wody, zeszłam z mola i poszłam zanieść płetwy i maskę do pokoju.

Po jakiejś godzinie ratownik gwiżdże znowu. Wstaję z leżaka, zakładam kapelusz i biegnę. Paweł krzyczy, czy to na pewno ma sens. Ja biegnę dalej, bo wiem, że chcę je zobaczyć, choćby na chwilę. Paweł wstał i zabrał swój sprzęt. Dobiegam – delfiny są znowu, tym razem na dłużej. Paweł najpierw nagrywa z brzegu, a potem wskakuje do wody. Ja nie mam sprzętu, bo zostawiłam go w pokoju! Ale to nic. Ja widzę delfinki z mola, a Paweł wskoczył z kamerką. Zobaczę film. Jest ok.

Krzyczę do Niemców obok mnie: „O mój Boże, tam jest mój mąż przy delfinach, jaki z niego szczęściarz!”, a oni cieszą się ze mną. Za dobrą chwilę delfiny przypływają po raz kolejny obok Pawła! A ja znowu nie mogę wskoczyć… Nie mam maski, za to mam soczewki kontaktowe, które przy otwarciu oczu zapewne wypłukałaby woda.

egipt marsa alama albartos sea world
egipt marsa alama albartos sea world

Wtedy już zaczęłam płakać. Ze smutku. Tak. Wszyscy je nagrywali i śmiali się. Ja stałam, patrzyłam, jak przepływają i ryczałam… Dziwne, co? 😀 Za bardzo mi zależało. Dobrze wiem, że nie tędy droga, a znowu to zrobiłam.

Psychologia mówi, że człowiek bardziej martwi się nieszczęściem, niż cieszy szczęściem. Chyba tak się właśnie czułam. Bardziej smuciłam się tym, że nie mogę z nimi popływać niż cieszyłam, że przepływały obok… Pozwoliłam na to, aby to cudowne spotkanie stało się powodem do smutku. Uwierzycie?!

Z każdym cierpieniem idzie jednoczesne i nieodłączne piękno. To zdarzenie pokazało mi, jak ważny jest dla mnie ocean, jego bliskość i bliskość stworzeń, które w nim mieszkają.

Jak bardzo trzeba chcieć kontaktu z naturą, żeby płakać, jak dziecko, kiedy utraciło się na to szansę? Czy to nie mówi mi czegoś o mnie? Czy to nie pokazuje mi jasno, co jest dla mnie ważne, czego pragnę i w jakim kierunku powinnam zmierzać, aby czuć się szczęśliwa? Choć to była dość trudna lekcja, jestem za nią wdzięczna, bo jeszcze mocniej zmotywowała mnie do sięgnięcia po życie, jakiego pragnę.

To zdarzenie pokazało mi też, że im bardziej próbuję kontrolować i wymuszać konkretny efekt, tym ten efekt jest dalszy od oczekiwanego. Czy ten przekaz mógł być bardziej wymowny? Delfiny przypłynęły na molo, tak, jak prosiłam, a ja nie miałam możliwości spotkać się z nimi w wodzie tylko dlatego, że zdecydowałam zostawić sprzęt w pokoju. Dlaczego zostawiłam ten sprzęt? Paweł, który chciał się z nimi spotkać, ale nie aż tak bardzo, jak ja, miał szansę z nimi tego dnia popływać i to dwukrotnie…

Tak więc uczę się odpuszczać, nie martwić, ufać, że wszystko stanie się zgodnie z najwyższym dobrem. Jak widać, nie zawsze mi się to udaje, ale każdego dnia staram się, żeby tak właśnie było.

Egipt – wschody i zachody słońca

Sabah al-jasmin (w języku arabskim: „Życzę Ci dnia pełnego jaśminu/życzę Ci pięknego/kwiecistego dnia”). Czyż to nie cudowne powitanie?

Od dnia, w którym na nowo pokochałam swoje życie, uwielbiam każdy nowy dzień, a szczególnie jego początek. Nie potrafię powiedzieć, co takiego jest we wchodzie słońca, że co rano czuję ogromną wewnętrzną potrzebę, aby wstać i wpatrywać się w niego.

wschód słońca Egipt Marsa Alam

Kocham wschody i zachody, ale gdybym musiała wybrać, wybrałabym wschód. Zwłaszcza w lecie, kiedy słońce wstaje bardzo wcześnie, a większość ludzi wokół śpi. Można wtedy naprawdę w tej ciszy połączyć się ze sobą, usłyszeć siebie. To dla mnie prawdziwie magiczny czas. Święty czas.

wschód słońca Egipt Marsa Alam

Podczas wschodów i zachodów zawsze patrzę prosto w słońce. Wierzę, że mnie uzdrawia i daje energię, by dobrze przeżyć nadchodzący dzień. Jeśli dobrze się przypatrzymy, zauważymy, że rano słońce wypromieniowuje swoją energię w stronę Ziemi, aby nas naładować i dać siłę na cały dzień, a przy zachodzie ta energia powraca do słońca.

Będąc w Egipcie, nie opuściłam żadnego wschodu słońca. Nawet, kiedy jechaliśmy do Luksoru czy na spotkanie z delfinami, prosiłam Pawła, żeby sprawdzał kierunek i ustalał, po której stronie autobusu mam usiąść, aby go nie przegapić 😀

wschód słońca Egipt Marsa Alam

Kiedy tak usiadłam po raz któryś na tarasie, patrząc prosto we wschodzące słońce, pomyślałam, że ono mnie uzdrawia – tak po prostu. Że ja nie muszę się o nic starać, niczego dodatkowego robić. Moją rolą jest po prostu być, stawiać się na spotkanie.

Dokładnie w tej chwili kojącego, błogiego i głębokiego spokoju moje serce podskoczyło do gardła. Na moim tarasie, 50 cm ode mnie siedział gołąb, który głośno huknął, po czym wszedł pod moje krzesło! Mam w zwyczaju w takich sytuacjach sprawdzać, co symbolizuje dane zwierzę. Gołąb symbolizuje miłość, uprzejmość, ale również właściwe rozumienie życia. Jest też symbolem harmonii i głębokiego spokoju, który oddala zmartwienia, przynosi uzdrowienie i umożliwia odnalezienie ukojenia w ciszy umysłu.

Dokładnie to czułam, wpatrując się we wschodzące słońce, zanim gołąb przyprawił mnie niemal o zawał serca swoim dziarskim gruchotem 😀 Ale i tak jestem wdzięczna za ten znak.

Odłączenie się od świata i dystrakcji

Obiecałam sobie, że całkowicie odłączę się na czas wyjazdu od technologii i zewnętrznego szumu, aby mieć czas na wsłuchanie się w siebie. Miałam przy sobie notes i zapisywałam moje uczucia, przemyślenia, postanowienia. Sądzę, że każdy z nas potrzebuje takiego czasu dla siebie – przestrzeni, w której może na nowo zdefiniować siebie, kierunek, w jakim chce podążać i zastanowić się, co dalej.

egipt marsa alam

My przyjechaliśmy do Egiptu po kilku miesiącach nieustannej pracy, bez wolnego weekendu, stęsknieni siebie i odpoczynku. Potrzebowaliśmy tego wyjazdu, jak powietrza i obiecaliśmy sobie ustalić zasady, które uchronią nas przed taką sytuacją w przyszłości. Musimy dbać o swój związek i doceniać go, bo jutro nie jest obiecane nikomu.

egipt marsa alam
egipt marsa alam

Zadałam sobie również pytanie, co sprawia, że jestem szczęśliwa, a co sprawia, że jestem nieszczęśliwa. Zapisanie tych odpowiedzi otworzyło mi oczy i pozwoliło zaplanować potrzebne zmiany ku lepszemu. Polecam każdemu…

Egipt Marsa Alam

Kiedy jest się w miejscu, w którym jest dużo ludzi, nie sposób czasem powstrzymać umysłu przed ocenianiem. Nasze zmysły rejestrują obraz, wysyłają go do mózgu, a tam następuje jego interpretacja, a potem nasza nadinterpretacja 🙂 Zauważyliśmy, że kiedy ocenialiśmy innych, czuliśmy się gorzej. Doszliśmy do wniosku, którym chcę się z Wami podzielić:

W momencie, w którym czujesz się lepszy od drugiego człowieka, stajesz się gorszym człowiekiem.

Otworzyliśmy tym hasłem tygodniowy detoks od oceniania. Nigdy nie chcę czuć się lepsza, ani gorsza od innych ludzi. Sądzę, że całkowita pewność siebie i samoakceptacja mają siłę uwolnienia nas od potrzeby oceniania i strachu przed byciem ocenianym.

Egipcjanie i język arabski

Trudno pojechać do kraju arabskiego i, będąc zarzucanym wiadomościami o terroryzmie i niebezpieczeństwie grożącym ze strony wyznawców islamu, nie być uprzedzonym.

Jeśli więc przyjeżdżamy do kraju arabskiego uprzedzeni, czy możemy spodziewać się pozytywnych doświadczeń i odbioru ze strony lokalnych ludzi? Ci ludzie zazwyczaj są zdystansowani, nie wiedzą, jak się zachować, bo nie mają pojęcia, jakie dany człowiek żywi wobec nich uczucia i przekonania.

Widząc to, postawiliśmy sobie za cel być całkowicie otwarci, uprzejmi i przyjaźni dla tych ludzi. Najwspanialszym i niezawodnym sposobem na przełamanie lodów okazało się używanie kilku podstawowych zwrotów w języku arabskim.

Nigdy nie zapomnę ożywienia i radości tych ludzi, kiedy witaliśmy ich pozdrowieniem, którym zazwyczaj witają się Egipcjanie tylko między sobą („Sabah-al fol”). Słowo „dziękuję” nie wzbudzało w nich większych emocji, ale jeśli dodałam do tego „Habibi” (kochanie), reakcje były przeróżne, ale wszystkie cudowne. Niektórzy uśmiechali się zawstydzeni, puszczali całusa, mówili „I love you”, a niektórzy byli zaskoczeni, wskazywali palcem na mojego męża, mówiąc, że to on jest moim Habibi, na co odpowiadałam: „on jest Habibi, ale Ty też”.

Za każdym razem, kiedy robiliśmy ukłon w ich stronę – okazywaliśmy im szacunek, rozmawialiśmy w ich języku – Ci ludzie mieli ogromną potrzebę odwdzięczenia się. Przynosili egzotyczne owoce, których nie było w restauracji, dodawali dodatkową czekoladę do naleśników, upewniali się, czy z pokojem wszystko jest w porządku, witali się z nami, jak ze starymi przyjaciółmi.

egipt marsa alam
egipt marsa alam

Po co czekać, aż ktoś wykona w Twoją stronę przyjazny gest? Czy nie lepiej samemu wyciągnąć rękę i być przyjaznym? Czasem trudno jest się przełamać, ale co tracimy? Jeśli ktoś odwzajemni nasz uśmiech, wygraliśmy. Jeśli nie, co to zmienia? Chcemy być tacy zdystansowani, jak ten człowiek czy chcemy pozostawać otwarci i otwierać innych, żeby ten świat był lepszy?

Poniżej parę zwrotów w języku arabskim:

Sabah al-khair – dzień dobry (formalnie)
Sabah al-fol/jasmin/asal/jamal/nour – dzień dobry nieformalnie, które ma bardziej radosny wydźwięk („Życzę Ci dnia pełnego kwiatów/miodu/piękna/światła”)
Masa al-khair – dobry wieczór, dobranoc (formalnie); masa znaczy wieczór
Masa al-fol/jasmin/asal/jamal/nour
Salam alejkum – typowe powitanie oznaczające „pokój z Tobą”, odpowiedzią na nie jest
Alejkum Salam – „i z Tobą również”.
Shukraan – dziękuję
Afwan – nie ma za co
Bel hana wel shefa – smacznego
Kullu tamam/amel e? – jak się masz?
Meya meya – bardzo dobrze
Ma’a salamah – do zobaczenia (dosłownie „niech pokój będzie z Tobą”, na pożegnanie)
Asufak bukra – do zobaczenia jutro

Egipt – czego mnie nauczył

Egipt pozwolił mi odrzucić swoje uprzedzenia i poznać dzięki temu wspaniałych, otwartych i przyjaznych ludzi. Uzmysłowił mi, jak silną potrzebę kontroli nadal mam w sobie, choć myślałam, że umiem odpuścić i zaufać. Udowodnił mi, że zamartwianie się nie tylko nie przynosi żadnej korzyści, ale przede wszystkim kradnie moją energię, obniża wibracje i odbiera szansę na powodzenie.

Egipt pozwolił mi spełnić moje marzenie – zobaczyć najpiękniejsze jak dotychczas rafy, popływać z delfinami, witać każdy dzień wschodem słońca i zrozumieć, jak natura jest ważna dla mnie.

rafa egipt marsa alam

Jeśli nigdy nie miałeś okazji polecieć do Egiptu, zachęcam Cię całą sobą. Nastaw się pozytywnie i skorzystaj z uroków tego egzotycznego miejsca, bo naprawdę warto!

5/5 (16)

Oceń artykuł

Zostaw komentarz