Raw vegan, czyli jak świat oszalał na punkcie surowej diety wegańskiej

Raw vegan
Raw veganism
to, dosłownie tłumacząc, surowy weganizm, w Polsce określany jako wegański witarianizm. Pojęcia te nie sprowadzają się dziś wyłącznie do diety, ale również filozofii i stylu życia. Co to dokładnie znaczy być raw vegan? Czy to tylko przejściowa moda czy właściwy kierunek, w którym powoli zmierza rasa ludzka? Poniżej opowiem Wam, dlaczego zdecydowałam się spróbować tego podejścia i czego się dowiedziałam. Podzielę się też ciekawymi informacjami i historiami ludzi, którzy mogą Was zainspirować!

Ale od początku…

Go (raw) vegan! – o co chodzi?

Raw vegan jest terminem łączącym w sobie założenia weganizmu oraz surowej, w żaden sposób nieprzetworzonej żywności.

Weganizm popularnie definiuje się jako wykluczenie z diety produktów pochodzenia zwierzęcego (uzyskanego ze zwierzęcia lub przez zwierzę), czyli mięsa (tak, ryba i krewetka to też mięsko), tłuszczów zwierzęcych (również rybnych, np. tranu), nabiału, jaj, miodu czy żelatyny.

Esencją weganizmu nie jest jednak wyłącznie jadłospis. Najczęściej jest to również filozofia, która odrzuca przedmiotowe traktowanie zwierząt i dyskryminację gatunkową (zakładając równe prawo do życia dla wszystkich żywych stworzeń). Osoba, która uważa się za stuprocentowego weganina, nie będzie nosić ubrań z prawdziwej skóry, wełny czy jedwabiu, nie założy pereł, nie użyje szczotki z naturalnego włosia, czy kosmetyku testowanego na zwierzętach lub zawierającego składniki odzwierzęce (np. kolagen, kwas mlekowy czy lanolinę).

Raw vegan

Cruelty free (wolny od okrucieństwa) – tak często oznaczane są kosmetyki, wszelkie środki czystości, ubrania, a nawet wegańskie przepisy, które nie przyczyniły się do cierpienia zwierząt.

Wegetarianizm (w odróżnieniu od weganizmu) najczęściej sprowadza się do wyłączenia z diety mięsa oraz produktów pochodzących z uboju. Weganie często zarzucają wegetarianom, że poprzez wyzbycie się samego mięsa, nie przyczyniają się do poprawienia sytuacji środowiska naturalnego i zwierząt na ziemi, gdyż hodowle krów (dla mleka) i kur (dla jaj) zapewniają równie okrutne warunki traktowania i to przez znacznie dłuższy okres czasu.

Raw foodism (raw food diet, w j. polskim określana jako witarianizm) to z kolei podejście zakładające spożywanie wyłącznie surowej, żywej i czystej (w rozumieniu – wolnej od sztucznych dodatków) żywności. Zależnie od podejścia, są osoby spożywające produkty niepasteryzowane, niehomogenizowane, niegotowane. Są jednak bardziej radykalni raw foodyści, którzy nie spożyją nawet dobrej jakości oliwy z oliwek, mleka roślinnego, czy mąki ze zmielonych orzechów, gdyż uważają je za produkty przetworzone, a więc nienaturalne.

Główne założenia tego kierunku, są takie, iż surowa i nieprzetworzona żywność:

  • jest znacznie bogatsza w składniki odżywcze: minerały, witaminy, antyoksydanty, etc.;
  • posiada żywe enzymy, które ułatwiają jej trawienie i lepsze przyswojenie wartości odżywczych (przyjęto, że surowa żywność to taka, która nie została podgrzana do wyższej temperatury niż 40-49 stopni, powyżej której enzymy ulegają zniszczeniu);
  • nie zawiera szkodliwych substancji powstających na skutek podgrzewania tłuszczów (np. tłuszczów trans czy akrylamidu).

Najczęściej w tej diecie znajdują się surowe warzywa, owoce, orzechy, nasiona i kiełkujące ziarna oraz strączki (choć są też tacy, którzy spożywają surowe produkty odzwierzęce). Frutarianie przykładowo jedzą same owoce. Możemy spotkać się też z pojęciem juicearianizmu (ang. juice – sok), gdzie osoby spożywają wyłącznie samodzielnie wyciśnięte soki.

Uff, tyle teorii. Tak więc weganizm + surowa żywność = raw vegan foodism, czyli kierunek, który mocno mnie zainteresował.

Raw vegans – inspirujący ludzie!

Zagłębiając się w tematykę surowej i roślinnej diety, natknęłam się na niesamowite osoby, łamiące powszechne stereotypy. Znalazłam też miejsca w sieci, które chcę Wam polecić.

Zabawna, zawsze uśmiechnięta i kochana FullyRawKristina.

Raw vegan przepisy

Polecam nie tylko jej przepisy i vlogi na YT, ale również śledzenie Instagrama czy Facebooka, gdzie publikuje piękne zdjęcia, swoje złote myśli i pełne pozytywnej energii treści. Kristina już od kilkunastu lat przebywa na surowej diecie wegańskiej. Popchnęła ją w tym kierunku hiperglikemia (czyli podwyższony poziom cukru we krwi) oraz inne uciążliwe objawy, które pokonała.

Po raz kolejny więc obalony zostaje mit, jakoby osoby mające problem z poziomem cukru we krwi powinny trzymać się z dala od owoców. Owoce są dla nas uzdrawiające i potrzebne. „Cukier” w nich zawarty jest dziś niestety mocno demonizowany (ponoć powoduje tycie, karmi nowotwory, przyspiesza starzenie komórek). Nasz mózg stoi na węglowodanach, a owoce są ich najlepszym źródłem. Już nigdy nie odmawiaj sobie bananka!

Na szczęście są ludzie będący żywym dowodem na to, że dieta roślinna (bogata w zdrowe owocowe węglowodany) działa cuda! Zobaczcie cudowną 75-letnią Anette Larkins.

Ale to nie wszystko. Nie uwierzycie, że ci sportowcy to weganie (koniecznie sprawdźcie też filmik w linku).

Takich przykładów w sieci jest sporo, zachęcam do poszukiwań na własną rękę (również wśród celebrytów).

Czasem oglądam filmiki stworzone przez Kate Flowers, która wraz ze swoją narzeczoną (tak! Mae Flowers) przygotowuje naprawdę proste i szybkie posiłki, a oprócz tego dzieli się swoim stylem życia w zabawny i bardzo luźny sposób.

Ale mamy się też czym chwalić na naszym rodzimym podwórku. Jedną z najbardziej sławnych polskich i roślinnych blogerek jest oczywiście Marta Dymek z Jadłonomii. Z innych miejsc, które polecam odwiedzić: WeganNerd, MniuMniu i TTH.

Nawet jeśli nie zamierzasz zostać 100% raw vegan, zachęcam wypróbować chociaż kilka przepisów. Powyższe źródła naprawdę udowadniają, że surowa wegańska kuchnia jest przepyszna, piękna i nie może się znudzić!

Dziś żyjemy w społeczeństwie, gdzie warzywa i (szczególnie) owoce traktowane są jedynie jako przekąski, dodatki do posiłków czy desery (które lepiej eliminować, bo to przecież cukier, AAAAA!). Nie postrzega się ich w kategoriach pełnowartościowych posiłków, którymi zdecydowanie mogą się stać. Przecież to nie tylko węglowodany, witaminy, minerały i antyoksydanty, ale również białka i tłuszcze. Uwierzcie, że owocami i warzywami naprawdę można, a wręcz trzeba się najeść – ja po takim talerzu mam spokój na 3 godziny.

Raw vegan dietaRaw vegan

Czuję się fantastycznie. Wstaję bez większych trudności o 5:00 – 6:00. Mam dużo energii, zwłaszcza rano, kiedy najbardziej jej potrzebuję. Mogę ćwiczyć bez problemu na czczo (sącząc jedynie wodę z cytryną), bo moje zapasy glikogenu w mięśniach są uzupełnione. Pozbyłam się wydętego brzuszka i czuję się lekko po posiłkach. Nie podjadam, bo nie czuję potrzeby. A najlepsze, oszczędzam dużo czasu, bo nie muszę tak często stać przy garach 🙂

Moje wegańskie i bezglutenowe przepisy znajdziesz tutaj.

A poza tym…

Ileż można jeść mięcha? I czy to zdrowe?

Zanim przeszłam na protokół autoimmunologiczny (AIP), mięso mogło dla mnie nie istnieć. Dominował nabiał i gluten. Tym bardziej przejście na AIP, zakładające spożywanie dobrego jakościowo mięsa wraz z eliminacją nabiału i glutenu, było dla mnie ogromnym wyzwaniem.

Na początku warzywa praktycznie mi nie smakowały – moje kubki smakowe były zakochane w przetworzonej, sztucznie dosmaczanej i aromatyzowanej żywności. Jadłam więc dużo doprawionego mięsa (kilka moich ciekawych przepisów, zgodnych z AIP tu). Możecie sobie jednak wyobrazić, że jedzenie mięsa na śniadanie, obiad i kolację przez ponad 7 miesięcy może się znudzić – mocno.

Ale nie tylko o nudę tu się rozchodzi… Zaczęłam się bardziej interesować tym, co tak naprawdę jest w hodowanym przemysłowo mięsie i czy faktycznie produkty odzwierzęce są jedynym właściwym (jak nam dyktuje większość instytucji) źródłem najlepiej przyswajalnego białka, wapnia, żelaza, witamin z grupy B i innych wartości odżywczych.

Co odkryłam? Przykre fakty, których w głębi naszych serc jesteśmy świadomi, ale nie do końca wygodnie jest się do tego przyznać… Ta część nie jest może najweselsza, ale polecam przebrnąć i skonfrontować z obecnym stanem wiedzy czy świadomości.

Wypunktuję w wielkim skrócie, co najbardziej mnie uderzyło w materiałach, z którymi dotychczas się zapoznałam.

  • Zwierzęta, podobnie, jak ludzie, posiadają narządy wzroku, słuchu, układ rozrodczy, oddechowy, trawienny. Wszystkie one pełnią dokładnie te same funkcje, jakie pełnią u człowieka. Dlaczego zakłada się więc, że ich mózg nie działa podobnie, jak nasz? Że nie mają uczuć wyższych i nie odczuwają emocji? Że posiadają jedynie instynkt. Każdy, kto ma w domu psa lub kota, może potwierdzić, że zwierzęta odczuwają radość, smutek, strach, tęsknotę czy rozczarowanie. Krowa, świnia, kura też. Uprzedmiotawianie zwierząt i traktowanie jako niższego gatunku utrzymuje ogólne przyzwolenie społeczeństwa na masowe ich zabijanie.
  • Wielu z nas jest nieświadomych, że krowy nie dają mleka tak po prostu. Aby krowa wytwarzała mleko, podobnie, jak kobieta, musi być w ciąży. Krowa więc jest cały czas sztucznie zapładniana (co bardziej radykalni określają „gwałtem”), aby dawała mleko nieprzerwanie przez 3 do 7 lat (po którym to czasie jest zabijana). Kiedy małe się rodzi, natychmiast jest jej odbierane, a pokarm dla niego przeznaczony, spożywany jest przez… człowieka. Uwierzcie, krowa cierpi, kiedy małe jest jej odbierane i potrafi płakać za nim całymi dniami. Nie tylko jest to okrutne z perspektywy matki, której odbierane jest dziecko. Krowa żyje w ogromnym stresie, który przedostaje się do mleka w postaci hormonów stresu, które to ostatecznie spożywamy.
  • Jedząc mięso i nabiał z chowu przemysłowego, konsumujemy wraz z nimi nie tylko syntetyczne i naturalne hormony zwierzęcia, ale również antybiotyki i ropnie powstające na skutek zapalenia wymion podpiętych do dojarek praktycznie cały czas (wg norm w litrze mleka może pływać do 400 milionów ciałek ropnych – yami). Nie dziwi więc, że tyle osób boryka się z zaburzeniami gospodarki hormonalnej i problemami zdrowotnymi wszelkiej maści.
  • Jak się okazuje, jesteśmy jedynym gatunkiem zwierząt, który nie tylko pije mleko innego gatunku, ale który robi to w wieku dorosłym. Szacuje się, że około 70% dorosłego społeczeństwa wykazuje nietolerancję laktozy, czyli cukru mlecznego, którego możliwość trawienia zazwyczaj zanika wraz z wiekiem.
  • Mleko krowie jest pokarmem, który ma za zadanie przekształcić nowonarodzone 45-kilogramowe cielę w 250-kilogramowego osobnika z kopytami i rogami w 9 miesięcy. My podajemy to naszym kilkukilogramowym dzieciom. Czy to na pewno naturalne?
  • Statystyki pokazują, że kraje, w których spożywa się największe ilości nabiału (USA, Anglia, Szwecja, Finlandia), borykają się też z największym odsetkiem ludzi cierpiących na osteoporozę. Odwrotna sytuacja ma miejsce w Afryce czy Azji, gdzie spożycie tych produktów jest znacznie mniejsze, a dieta bazuje głównie na produktach roślinnych.
  • Spotkałam się z wieloma porównaniami budowy ludzkiego organizmu z budową ciała roślinożerców i mięsożerców. Wiele przemawia za tym, że człowiek bardziej przypomina roślinożercę niż mięsożercę (chociażby w kwestii uzębienia czy przewodu pokarmowego). Ciekawe porównanie po polsku znalazłam tu.
  • Wpajanie ludziom, że muszą jeść ogromne ilości nabiału, jaj i mięsa (jako jedynych źródeł pełnowartościowego białka), aby budować mięśnie i mieć mocne kości, nie ma racji bytu. Mamy przykłady sportowców, którzy są weganami i osiągają niesamowite wyniki w swoich dyscyplinach. Poza tym, czy widział ktoś słonia ze słabymi kośćmi? A czy słonie jedzą mięso albo piją mleko (krowie :))? Otóż słonie, żyrafy, krowy, konie i inne zwierzęta o dużych gabarytach swoje składniki odżywcze pozyskują z roślin. Z tego, co mi wiadomo, nie suplementują też witaminy B12…
  • Zalecane spożywanie dużych ilości białka zwierzęcego (pomimo wielu kontrowersji wokół tego tematu) nie jest przypadkiem. Wielkie koncerny spożywcze wiedzą, komu zapłacić, a kogo zastraszyć (czasem na śmierć), żeby utrzymać silną pozycję na rynku.

Stuprocentowy raw vegan poradziłby więc:

Jeśli możesz odrzucić chociaż jedną rzecz, odrzuć nabiał. To nienaturalne pić mleko w wieku dorosłym i niezdrowe dla ciała (hormony, ropnie, antybiotyki, problemy z trawieniem laktozy). Co więcej, popyt na nabiał powoduje cierpienie zwierząt przez bardzo długi czas. Dodatkowo, nabiał uzależnia (poczytaj o zawartej w nim kazomorfinie, która jest opioidem, podobnym do morfiny). Musi być uzależniający, żeby mały organizm się go domagał. Koncerny spożywcze mocno to wykorzystują.

Zaintrygowanych zachęcam do obejrzenia materiałów związanych z tą tematyką. Jednymi z najpopularniejszych pozycji są:

  • Forks over knives” („widelce ponad noże” – dokument przedstawiający szereg badań prowadzonych przez zespół dr Campbella, ale również ludzkich historii dowodzących niekorzystnego wpływu produktów odzwierzęcych na organizm);
  • Earthlings” („Mieszkańcy Ziemi” – film dokumentalny dość drastycznie obrazujący, jak człowiek traktuje i wykorzystuje zwierzęta dla własnych celów);
  • mniej drastyczny „Cowspiracy” (w skrócie: wpływ hodowli zwierząt na nasze środowisko naturalne i naszą przyszłość);
  • Before the flood” („Czy czeka nas koniec” – dokument wyprodukowany przez Leonardo DiCaprio, poruszający temat jednego z największych zagrożeń, którego katastrofalne skutki możemy obserwować w wielu miejscach na Ziemi).
    Ja od siebie w j. angielskim polecam ten wykład.

Jeśli nie macie za bardzo czasu obejrzeć wszystkiego, dajcie szansę chociaż „Forks over knives” i „Cowspiracy”. Tu naprawdę nie chodzi tylko o to, żeby planeta była zielona i czysta, a zwierzątka szczęśliwie pląsały po łące. Niedługo nasze dzieci i wnuki nie będą miały wystarczająco dużo wody pitnej i żywności, a dodatkowo będą coraz wcześniej borykały się z pogarszającym zdrowiem. Jeśli ktoś nie chce robić tego dla zwierząt i środowiska, niech zrobi to dla siebie i potomnych.

Ok, trochę przygnębiająco się zrobiło, a nie taki był cel tego wpisu! Celem wpisu nie jest również atakować, nawracać, wywierać nacisk czy wzbudzać poczucie winy! W naszym społeczeństwie jedzenie produktów odzwierzęcych jest czymś normalnym. To wynika z naszej kultury, tradycji, dziedzictwa, tego, jak zostaliśmy nauczeni jeść i funkcjonować. Dodatkowo, nawyki żywieniowe są dla nas tak ważnym elementem życia, że próba ich zmiany wbrew czyjejś woli spotyka się jedynie z oporem. Dlatego cała powyższa treść może wzbudzać duży dyskomfort, złość, rozczarowanie i inne skrajne emocje. Coś, co wydawało się naturalne i właściwe, nagle jest przez kogoś kwestionowane i stawiane w zupełnie innym świetle.

Jakkolwiek by na to nie patrzeć, dieta raw vegan jest opcją wartą uwagi i nie bez przyczyny stała się bardzo popularna w krajach zachodnich. Z roku na rok robi się o niej coraz głośniej również w Polsce.

Wzajemna tolerancja

Bardzo podobają mi się idee przyświecające weganom i raw foodystom. Szczerze to chciałabym, żeby to podejście było jeszcze bardziej popularne. Dlatego też sama je propaguję, mając nadzieję, że przyniesie to same pozytywne efekty.

Słuchajcie. Nie mnie oceniać, czy mięso jest korzystne dla zdrowia czy przeciwnie, czy gluten rozpruwa jelita, czy je oczyszcza, czy nabiał wzmacnia kości czy przyczynia się do osteoporozy. Znam wyniki badań potwierdzające wszystkie te tezy – zależy, kto sponsoruje… 😉 Za każdym podejściem stoją „mocne” argumenty, „niezbite” dowody.

Uważam, że każdy powinien wsłuchać się w siebie i pójść za tym, z czym, jak to się mówi, rezonuje. Do mnie osobiście przemawiają argumenty za spożywaniem roślinnej, żywej i czystej żywności. Czuję, że jest to zgodne z naszą naturą, że dzięki temu moje ciało jest zdrowsze niż kiedykolwiek i wibruje wysoko 🙂

Bardzo szanuję też ludzi, którzy chcą zmieniać nasz świat na lepsze i zaczynają tę zmianę od siebie. Kochają zwierzęta i chcą zadbać o naszą piękną planetę. To jest cudowne i wspieram to tak, jak tylko umiem. Jeśli są tu jacyś weganie, to chcę Wam powiedzieć Kochani, że podziwiam i miłuję całym sercem.

Dziś nieważne dla mnie, czy ktoś jest paleo, raw, organic, bezgluten czy wszystkożerny. Szanuję każdy wybór, bo wiem, że człowiek robi to, co w jego przekonaniu mu służy i daje szczęście.

Pamiętajcie, że nie chodzi o etykiety. O to, że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy. Moja dieta obecnie jest w większości wegańska i  surowa. Nie określam się jednak mianem raw vegan foodiest, bo czuję, że to w jakiś sposób ogranicza moją wolność i szufladkuje mnie. Najważniejsze, by żyć w zgodzie ze sobą i dokonywać świadomych wyborów.

Szanujmy wybory żywieniowe ludzi wokół nas, bo tak naprawdę nie ma jedynej właściwiej drogi. Nie znamy też ludzkich historii. Ponoć, kiedy Gandhi był bardzo chory, podano mu bulion mięsny, który go uzdrowił… Czy nam to oceniać?

Życzę każdemu, aby potrafił wsłuchać się w siebie i świadomie wybierał to, co jest dla niego najlepsze, szanując przy tym zarówno siebie, jak i innych!

Co może dać Ci dieta raw vegan?

Wyższą świadomość, inspiracje i korzyści zdrowotne

Być może po raz pierwszy spotykasz się z pojęciem raw vegan i zainspiruję Cię dziś do obrania nowego kierunku w sferze jedzenia, a nawet funkcjonowania w świecie. Być może informacje o produktach odzwierzęcych zawarte tu nie były Ci znane i staną się podstawą do dalszych poszukiwań i kwestionowania rzeczywistości. Być może zaczniesz używać rzeczy, które nie zostały wytworzone kosztem zwierzątek albo poczynisz inne, nawet niewielkie w Twojej ocenie kroki, które mogą zmienić świat na lepsze!

Jeśli dasz sobie szansę, przekonasz się, że kuchnia roślinna to smaczne, zdrowe i różnorodne posiłki. Że jedzenie surowych warzyw i owoców znacznie skraca czas i upraszcza przygotowywania dań. Że ludzie na tej diecie są okazami zdrowia, sportowcami z sukcesami i mega pozytywnymi istotami.

Nie przymuszaj się do bycia kimś, kim nie jesteś. Ale sam przyznaj – zwiększenie roślin w diecie może Ci się przysłużyć 😉

Podejmij ze mną wyzwanie:

Raw vegan

 

Jeśli podobał Ci się wpis, możesz go ocenić, polubić, udostępnić lub zostawić niżej komentarz 🙂 Buziaki słodziaki!

5/5 (34)

Oceń artykuł

4 komentarze

  1. Dorota 6 maja 2018
    • Monika BodyClean 6 maja 2018
  2. Moon 11 czerwca 2018
    • Monika BodyClean 12 czerwca 2018

Zostaw komentarz